Świąteczny self-hugging – prezenty, które kupujemy sobie

Niektórzy to lubią, inni nie, ale idą święta, więc tak czy siak każdy musi. Gorący temat grudniowych zakupów, co roku wprawia nas w zakłopotanie. Co sprezentować najbliższym, aby byli zadowoleni, szczęśliwi, pozytywnie zaskoczeni i jak do tego wszystkiego ma się motywacja wewnętrzna?

 

Co to jest self – hugging?

Niejednokrotnie rozglądając się dookoła widzimy zachowania, które nas zdumiewają.

“Jak można tak robić?”

“To niedopuszczalne!”

“Nie rozumiem tego kompletnie…”

Brzmi znajomo, prawda? To właśnie tytułowy “self – hugging”, czyli ocenianie cudzych wyborów przez pryzmat naszych wartości, nieumiejętność zrozumienia czyjejś perspektywy i motywów działania oraz przekonanie, że to nasze wartości są jedyne, słuszne i powinny obowiązywać pozostałych. Dzieje się to na wielu płaszczyznach życia, a w grudniu nasze ja przytula kwestię prezentów świątecznych.

 

Informatycy i szafiarki

Dwójka moich znajomych, która żyje szczęśliwie w związku od kilku ładnych lat, opowiadała mi ostatnio o swoich perypetiach prezentowych. Znam profile motywacyjne obojga i poza tym, że pod wieloma względami są szczęśliwie dopasowani, największy rozdźwięk występuje przy motywatorze “piękno” – znajdują się dokładnie po przeciwnych biegunach skali. Moja znajoma nigdy nie rozumiała braku zachwytu swojego narzeczonego, kiedy kupowała mu perfumy “o pięknym, zmysłowym zapachu”, albo “wełniany sweter w kolorze błękitu paryskiego”, który i tak przegrywał codzienną walkę ze starą, dobrą bluzą z kapturem. On nigdy nie wiedział, dlaczego kobietom, co jakiś czas, kupuje się kwiaty, a czekoladek lepiej nie dawać w foliowych workach ze sklepu spożywczego. Po wykonaniu profili zrozumieli, że robili prezenty dla samych siebie i co święta postanowili zwyczajnie pytać. Jednak nie oznacza to, że trzeba zupełnie rezygnować z siebie. Moja znajoma znalazła estetyczny kompromis – kupując w tym roku na święta mikrokontroler, zapakowała go w cudne, granatowe pudełko w złote kwiaty.

 

Niezależne dzieci

Małe dzieci to mały problem, z większymi jest już gorzej. Owszem, z nastolatkami dużo łatwiej porozumieć się w temacie kupowania prezentów niż zmywania naczyń, ale tak czy inaczej może być to kłopotliwe. Rozmawiałam ostatnio z moją przyjaciółką, matką szesnastoletniego chłopaka, którego listy do mikołaja już dawno nie obowiązują. Jej syn jest bardzo samodzielny i niezależny, dlatego w zeszłym roku zamiast kupować mu kolejny sweter i skarpetki, wręczyła mu kopertę z równowartością prezentu. W odpowiedź usłyszała – “Dziękuję, nareszcie mogę zdecydować spokojnie co i kiedy chcę sobie kupić.”.

Mimo że chcemy jak najlepiej, w wielu sytuacjach ciężko wyłączyć nasze własne filtry. Nawet kiedy rezygnujemy z niespodzianek i postanawiamy zapytać, tak czy inaczej do wybranych przez kogoś prezentów dodajemy szczyptę swojej perspektywy. Wbrew pozorom bardzo łatwo kupić książkę osobie o niskim natężeniu motywatora ciekawość lub kolejny bibelot zajmujący cenną przestrzeń komuś o niezbyt wysokiej potrzebie gromadzenia. Jednak świadomość to pierwszy krok do zmiany na lepsze. Oby w tym roku małe świąteczne marzenia naszych bliskich pozostały tylko i wyłącznie ich marzeniami.

 

 

 

Dodaj komentarz