Dzieci kontra rodzice – porządek i chaos

Konflikt motywatorów i self-hugging to tematy, które staram się poruszać bardzo często, bo są one w relacjach dosyć kłopotliwe… Dwa skrajnie różne punkty widzenia mogą spotkać się zarówno w pracy, w kontaktach z przyjaciółmi, a także w nieco skomplikowanej relacji rodzic – dziecko.

 

Czym jest self-hugging?

Ludzie osądzają się wzajemnie i nie możemy tego uniknąć. Metka, którą nakleja się drugiemu człowiekowi jest zwykle nieobiektywna. Oceniamy według swoich standardów, własnej perspektywy, doświadczeń, ambicji. Rzeczywistość odbieramy przez pryzmat tego, jacy jesteśmy, trudno więc uniknąć choćby delikatnego zakrzywienia realnego obrazu. Self-hugging jest częstą przyczyną nieporozumień zarówno w bliskich związkach, jak i relacjach czysto zawodowych. Zgrzyt pojawia się najczęściej w przypadku ludzi, których motywatory znajdują się na przeciwnych biegunach. Wyobraź sobie osobę, z którą ciężko Ci się pracuje, a komunikacja zwyczajnie się nie klei. Spójrz na swój profil motywacyjny i spróbuj wyobrazić sobie, co motywuje człowieka, z którym nie możesz się dogadać. Jak wygląda jego profil? Bardzo prawdopodobne, że ważne dla Was motywatory są od siebie skrajnie różne i w tym tkwi źródło problemów.

 

“Myślę, że to choroba…”

Motywatory są do pewnego stopnia dziedziczne, co sprawia, że profile motywacyjne naszych dzieci mogą być podobne do naszych. Z takimi stwierdzeniami trzeba jednak być bardzo ostrożnym, bo jabłko od jabłoni czasami pada bardzo daleko. Na jednej z konferencji, w której ostatnio brałam udział, poznałam niesamowicie sympatyczną kobietę, matkę dwunastoletniej dziewczynki. Problem, jaki pojawił się w ich relacji, jest absolutnie nieszablonowym, a wręcz karykaturalnym przykładem sporu natury rodzic – dziecko. W rozmowie okazało się, że mama jest artystką – chaotyczną zarówno w sposobie bycia, jak i obowiązkach domowych. Problem, na który się skarżyła to… zbytnia sumienność własnego dziecka.

“Mała prasuje skarpetki… Myślę, że to choroba… Chciałam nawet zabrać ją do psychologa. Już założyła sobie kalendarz na nadchodzący rok szkolny, a mamy marzec. Wydaje mi się, że spontaniczność jest w życiu bardzo ważna. Mówiłam jej, że nie może wszystkiego tak układać i planować, bo będzie nieszczęśliwa.”

 

Szczęście nie do przyjęcia

Wychowanie dziecka to trudny orzech do zgryzienia, a sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy nasz szkrab dostał w prezencie od losu DNA z kompletnie innej planety. Ile razy pytamy się samych siebie “po kim on/ona to ma?”. W rozmowie z mamą dwunastoletniej dziewczynki uderzyły mnie słowa dotyczące bycia nieszczęśliwym. Radość jest względna i może być doświadczana na wiele różnych sposobów, o czym często zapominamy. Nie ulega wątpliwości, że dla naszych dzieci chcemy jak najlepiej. “Jak najlepiej” nie oznacza jednak wyborów podejmowanych dla dobra nas samych. W wychowaniu bardzo ciężko odciąć się od własnej motywacji wewnętrznej, na rzecz wsłuchania się w pragnienia dzieci, których pragnienia są płynne i musimy pozwolić im naturalnie się kształtować. Z pewnością zajmie to odrobinę czasu i będzie kosztować nas niemało wysiłku. Warto jednak odrobinę się poświęcić, by podarować im naprawdę szczęśliwe życie w zgodzie z ich wewnętrzną motywacją.

 

 

 

Dodaj komentarz