Cała prawda o zakończeniu roku szkolnego

Scenariusz jak co roku – piknik z okazji zakończenia roku szkolnego, to samo miejsce w parku, mnóstwo rodziców, krzyczące dzieci, latające nad rozpływającym się ciastem z galaretką muchy oraz czekoladowe rączki milusińskich i ich mamy, które nie za bardzo wiedzą, co ze sobą zrobić. Upał, wrzask, zapach perfum w połączeniu z tlącym się grillem, ogólnie wszyscy się dobrze bawią.

Nad tym wszystkim króluje, niczym dyrygent orkiestry symfonicznej, Basia. Obserwuję ją z podziwem: niewielka istota, rozmiar 36, mama 9-letnich bliźniaków z naszej klasy, z energią, jakby pod elegancką bluzką miała schowany reaktor jądrowy. Sprawnie zarządza całą imprezą, pokazuje nowo przybyłym rodzicom, gdzie mogą odstawić kolejne smakołyki, zaprasza do zabawy w podchody starsze dzieci, organizuje akcję poszukiwawczą 3-letniego Szymona, który gdzieś się zagubił. W międzyczasie nakleja plaster Zuzi na rozbite kolano, a zaraz po tym szuka ścierki, bo rozlał się sok… Podziwiam ją i myślę sobie: że jej się tak chce? Czy zgłaszając się z własnej nieprzymuszonej woli do Rady Rodziców, wiedziała, co ją czeka? Moja mama powiedziałaby, że nikt jej nawet nie podziękuje.

No właśnie, dlaczego ona to wszystko robi? W myśli zgadzam się z moją mamą, że z pewnością nikt jej nie podziękuje za czas i zaangażowanie. Z moich rozmyślań wyrywa mnie Anka, stwierdzając, że “Basia robi to wszystko tylko po to, aby zwrócić na siebie uwagę, bo chce sobie znaleźć męża”. Druga koleżanka dodaje, że “Basia wywyższa się i chce zawsze postawić na swoim, a w tym, co robi, jest arogancka, brak jej taktu i wyczucia. Zamiast wspólnie z pozostałymi rodzicami przedyskutować piknik – ona wszystko sama postanowiła i narzuciła swoją wolę. Do tego zarządziła, kto co ma zrobić, przynieść, jakie będę zabawy, i po prostu na wszystko chciała mieć wpływ”. Jednym słowem moje koleżanki bardzo skrytykowały postępowanie Basi, stwierdzając, że przez jej specyficzny sposób bycia nikt jej nie lubi.

Czy rzeczywiście tak jest? Z moich obserwacji wynika, że otaczamy się zazwyczaj ludźmi, którzy są podobni do nas samych, lepiej ich rozumiemy, bo czasami nie trzeba wypowiadać słów i wiadomo już, o co chodzi. Jednocześnie krytykujemy i nie rozumiemy tych, którzy są zupełnie inni niż my sami. Koleżanki, które krytykują Basię, nigdy nie zgodziłyby się na pełnienie funkcji w Radzie Rodziców. Organizacja imprezy, takiej jak ten piknik, czy też samo skupianie na sobie uwagi wszystkich uczestników pikniku nie dawałoby im takiej satysfakcji jak Basi. Dlatego też – w ten sposób tłumaczę sobie ich zachowanie – nie są w stanie zrozumieć Basi i jej zachowania. Nie są nawet zazdrosne, one po prostu jej nie rozumieją i tylko się im wydaje, że nikt jej nie lubi (co do tego, że tak nie jest, nie mam żadnych wątpliwości).

Patrząc na Basię, widzę, z jakim entuzjazmem podchodzi do setki różnych zadań w trakcie pikniku i ile radości jej to sprawia. Zarządzając rodzicami i dziećmi pomiędzy blachami ciast, klejącymi się ławkami i przypalonymi kiełbaskami, jest w swoim żywiole. Nagle postanowiłam, że muszę zapytać ją wprost, dlaczego ona to robi i co ją do tego motywuje. Odpowiedź Basi była taka jak przypuszczałam – robi to, bo sprawia jej to satysfakcję, sam fakt, że może wykazać się i wnieść swoje pomysły, daje jej sporą dawkę energii. W zamian nic nie oczekuje, robi to, bo sprawia jej to przyjemność. Jednocześnie uwielbia pracować z ludźmi, poznawać nowe osoby i organizować różne spotkania. Przy tym nie cierpi długich nic niewnoszących dyskusji i jeżeli trzeba, szybko podejmie decyzje również za innych, aby nie tracić czasu. Wcześniej prowadziła agencję marketingową i praca ta dawała jej bardzo dużo satysfakcji, teraz zajmuje się domem i potrzebuje zajęć takich jak tutaj na pikniku, aby poczuć się w swoim żywiole.

Basia opowiadając mi to, jest uśmiechnięta i zadowolona z siebie. Piknik dobiega końca, a ona może być z siebie dumna, wykonała kawał dobrej roboty. I ona o tym wie. Natomiast Anka i inne koleżanki długo będą się dziwić, dlaczego Basia wzięła tak wiele obowiązków na siebie, zgłaszając się do Rady Rodziców. I może nigdy jej nie zrozumieją.

Dodaj komentarz