Szef wie, co dla mnie dobre

Pomysły szefa są nam często nie na rękę i bardzo ciężko z nimi dyskutować. Nie oznacza to jednak, że wprowadzając zmiany w firmie, bądź nagradzając pracowników, nie ma on na względzie ich dobra.

Self-hugging to określenie przewijające się często w temacie motywacji wewnętrznej oraz metody Reiss Motivation Profile. Oznacza ono, że mimo najlepszych chęci czasem wydaje nam się, że wiemy lepiej czego nasi najbliżsi czy współpracownicy, potrzebują do szczęścia, patrząc na ich system wartości przez pryzmat naszej osobistej motywacji.

 

Przepraszam, gdzie zniknął mój gabinet?

Czasami aż trudno się przyznać, że nie bardzo lubi się przebywanie wśród ludzi. W naszej kulturze preferowany typ osobowości to ekstrawertyk – otwarty, czujący się swobodnie w relacjach z nowymi osobami. Jednak nie wszyscy tacy są. Nie wszystkich interesuje small talk i zagłębianie się w życie prywatne. W znanej mi z opowiadań firmy IT wymieniono osobistą przestrzeń do pracy na open space – wspólny “salon”, dużą powierzchnię na której bez cienia prywatności kumulują się biurka i sfrustrowani pracownicy. Korporacja składająca się osób chodzących własnymi drogami, preferujących krótkie merytoryczne rozmowy i samodzielną pracę, wymieniła dobrze działający system na “modny i towarzyski model”, nie biorący pod uwagę potrzeb pracowników. Efekt była taki, że tylko 30% z nich ostało się w biurze. Reszta z ulgą wybrała pracę w domu, gdyż ilość interakcji, jaką musiały podejmować była najzwyczajniej w świecie zbyt męcząca. Okazało się potem, że pomysłodawca tej zmiany był duszą towarzystwa i jak się można domyślać, po prostu chciał dobrze.

 

Lunch może poczekać

Znam małżeństwa, w których temat jedzenia to kość niezgody wywołująca gorące dyskusje a nawet kłótnie. Kiedy jeden z partnerów odnajduje w jedzeniu niezwykłą przyjemność, posiłki są kulinarnym doznaniem, a drugi mógłby przyjmować jedzenie w tabletkach może pojawiać się między nimi niezrozumienie. Nie jest to jednak tylko i wyłącznie problem natury rodzinnej, ale również firmowej. Pamiętam, gdy jedna z moich koleżanek przeprowadzała szkolenie w pewnej korporacji i jeden z pracowników był bardzo niezadowolony z faktu przedłużania czasu pracy kosztem lunchu. Po wykonaniu profili motywacyjnych okazało się, że istotną dla niego wartością jest jedzenie. Nie dało się tego nie zauważyć po otwarcie okazywanej irytacji tematem opóźniania posiłku i zawsze przygotowanych, atrakcyjnie wyglądających pojemniczkach z jedzeniem. Problem rozwiązał się, gdy koledzy o ujemnej wartości tego samego motywatora, zrozumieli, jak istotną dla niego wartość stanowią posiłki i dali mu przyzwolenie na wychodzenie punktualnie na lunch.

 

Nadgodziny bez rodziny

Znam wiele historii pracowników firm, wiecznie rozdartych pomiędzy pracą i domem. Duży problem jest wbrew pozorom prosty do rozwiązania, ale bardzo ciężko przetłumaczyć go niektórym przełożonym. Osoby na stanowiskach kierowniczych zwykle cechują się wysoką ambicją i pragnieniem realizacji celów. Dla wielu z nich nadgodziny to efekt uboczny zamiłowania do pracy, natomiast dla pracowników jest to skracanie i tak już ograniczonego czasu, który można poświęcić najbliższym. Niestety bardzo często bywa tak, że ambitnemu, skoncentrowanemu na celach szefowi, bardzo trudno jest przetłumaczyć, że zamiast kolejnej godziny w pracy marzy nam się kolacja z rodziną.

To naturalne, że na świat patrzymy przez pryzmat osobistych wartości i własnych motywatorów. Nie jest dobrze mówić ludziom, jak mają żyć i próbować sprezentować im najlepszy (bo nasz!) przepis na szczęście, bo mimo że robimy to spontanicznie, jeszcze nie wszystko stracone. Self hugging to po prostu kolejny obszar, nad którym świadoma praca nauczy nas empatii i lepszego zrozumienia drugiego człowieka.

 

 

 

Dodaj komentarz