Awans nie dla każdego

Właśnie wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałeś. Robert – świeżo awansowany kierownik ważnego działu Twojej firmy – podjął decyzję, której zupełnie nie rozumiesz. W głębi duszy myślisz o nim – co za nieodpowiedzialny typ. Zrezygnować z pracy w takim momencie? Przed nim w końcu pierwsze poważne wyzwanie, duży projekt na skalę kraju, a ten się od razu poddaje. Siadasz na fotelu w swoim gabinecie i próbujesz zrozumieć, co się wydarzyło. Sięgasz myślami wstecz. Przypominasz sobie, jak pół roku temu go awansowałeś, bo był świetnym specjalistą i najlepiej znał się na technologii. Zwyczajnie bałeś się go stracić. “Słabeusz” – mówisz sam do siebie i cieszysz się, że nikt nie słyszy wypowiedzianej nagle oceny.

Wychodzisz z gabinetu i obserwujesz z uwagą mijane na korytarzu osoby. Twój wzrok swym szczerym uśmiechem przywołuje Pani Zosia, która od lat z tym samym błyskiem w oku i serdecznością służy zarządowi pomocą w każdej najmniejszej sprawie. Nawet jeśli się nie uśmiecha, bije od niej radość. W myślach dziękujesz Opatrzności za to, że ją znalazłeś.

Wciąż nie daje Ci spokoju sytuacja sprzed chwili. Kątem oka widzisz byłego już kierownika, który pakuje swoje rzeczy, i zauważasz u niego radość i pewien rodzaj ulgi.

Czyżbyś pomylił się co do niego i jego mocnych stron? A może ma kłopoty rodzinne bądź zdrowotne? Nurtuje Cię to do tego stopnia, że nawet nie wiesz, kiedy stoisz za plecami „uciekiniera” i „mięczaka” – jak z karabinu maszynowego wyrzucasz z siebie pytania: “Dlaczego tak naprawdę chce Pan od nas odejść? Za mało Panu płacę? Co mam zrobić, żeby Pan z nami został?”

Pan Robert uśmiecha się serdecznie i ze szczerością i spokojem odpowiada na Twoje pytania. Okazuje się, że świetnie czuł się na stanowisku specjalisty, bo robił to, co potrafi i lubi zarazem. Awans nigdy nie był jego celem. Przypomniał ci, że wielokrotnie przychodził do Twojego gabinetu, żeby odwieść Cię od pomysłu awansowania właśnie jego. Przekonywał cię, że będzie to ze stratą dla niego i firmy. Odebrałeś to wówczas jako kurtuazję z jego strony. Dowiadujesz się, że z każdym dniem pracy na kierowniczym stanowisku Pan Robert miał coraz mniej chęci przychodzić do pracy, ponieważ odczuwał w niej olbrzymi stres. Dla niego liczyli się ludzie, możliwość wymiany i współpracy, a nie nadzorowanie i rozliczanie kolegów.

W czym rzecz? Zmierzyłeś Pana Roberta swoją miarą i sądziłeś, że do poczucia spełnienia w życiu zawodowym potrzebuje dokładnie tego samego co Ty. Tymczasem Pan Robert nie potrzebował ambitnych celów i wyzwań, bo najlepiej się czuł, gdy wiedział, czego się od niego oczekuje. Wywieranie wpływu na pracowników go paraliżowało. Jego główną motywacją okazała się ciekawość i związana z nią potrzeba zgłębiania wiedzy oraz rodzina, na którą, kiedy pełnił kierowniczą rolę w firmie, zwyczajnie brakowało mu czasu.

 

 

 

Dodaj komentarz