Jak uczą się nasze dzieci?

Motywacja wewnętrzna to nie tylko temat dla psychologów czy pracowników korporacji, ale przede wszystkim dzieci. Nauka w szkole to często nudy, przymus i wyścig szczurów. Jak w systemie, który nie do końca zostawia nam wybór, odnaleźć wewnętrzną motywację?

 

Urodzona skarbonka

Matka jednej z dziewczynek, chodzących do klasy mojego syna, notorycznie narzekała na swoją córkę, która nie potrafiła rozstawać się z rzeczami. Ilekroć matka próbowała pozbyć się zepsutych zabawek czy za małych ubrań w domu rozpoczynała się wojna. Dziecko wyjątkowo emocjonalnie przywiązuje się do otaczających rzeczy, co może świadczyć o wysokim natężeniu motywatora Gromadzenie. Rozmawiałyśmy krótką chwilę, więc postanowiłam podzielić się z nią moimi spostrzeżeniami na ten temat z perspektywy wewnętrznej motywacji. Kiedy okazało się, że dziewczynka już drugi rok z rzędu doskonale pełni funkcję skarbnika, matce szeroko otworzyły się oczy. To właśnie od czasu objęcia “klasowego urzędu” chodzenie na lekcję nie jest już tak wyczerpujące. Dobra umiejętność “chomikowania” zaowocował dużym zaufaniem ze strony klasy oraz nauczycieli.

 

Tasty vocabulary

Dzieci, które cechuje wysoka wartość motywatora Jedzenie, są szczęśliwe nie tylko wtedy, kiedy natkną się na dobrą stołówkę czy zachęcający sklepik. Syn mojej znajomej jest dowodem na to, że wewnętrzna motywacja idzie zdecydowanie dalej niż moglibyśmy przypuszczać. Chłopiec, niestety jak większość dzieci w polskich szkołach, nie przepadał za językiem angielskim, a słówka i gramatyka były dla niego źródłem największego cierpienia. Istniał jednak pewien wyjątek od reguły. Wertując książkę, w poszukiwaniu zadania domowego, zawsze zatrzymywał się na dziale “Kuchnia i jedzenie”. Była to jedyna część materiału, z której dumnie otrzymywał piątki. Jeżeli Twoje dziecko nie przepada za nauką języka, warto zachęcić je patrząc z perspektywy innego motywatora. Język dotyczy każdego obszaru naszego życia, więc na pewno uda się odnaleźć coś, co jest mu szczególnie bliskie.

 

Czarujące chloroplasty

Moja koleżanka powiedziała mi ostatnio, że nigdy nie patrzyła na rośliny w taki sposób jak teraz. Krótka historia, którą mi opowiedziała może wydawać się trywialna, ale mówi dużo o detalach, których chwytają się nasze wewnętrzne potrzeby. Magda jest bacznym obserwatorem, przywiązującym dużą wagę do szczegółów,  a przede wszystkim osobą wyczuloną na piękno. Wybierając liceum, zainspirowała się, jak sama teraz mówi, “nie wiadomo czym” i zaczęła naukę na profilu biologiczno-chemicznym. Z anatomią jeszcze jakoś szło, ale gdy przychodziło do roślin, zaczynał się dramat. Po skończeniu liceum Magda porzuciła biologię, ale do jednego działu postanowiła wrócić już po trzech latach – dotyczył on właśnie botaniki. Natykając się co trochę na intrygujące sukulenty i dopieszczające design niemal każdego pokoju aloesy w znienawidzonych chloroplastach odkryła coś, co sprawia jej przyjemność. Magda kwiaciarką nie jest, a botanika prawdopodobnie nigdy nie przerodzi się w zawód, ale jej obecna wiedza o roślinach, którą często raczy nas przy kawie, jest imponująca. Okazuje się, że nawet w najgorszym przymusie możemy znaleźć coś przyjemnego, jeżeli spojrzymy na to z perspektywy własnej motywacji wewnętrznej.

Ciężko jest zmienić system, ale można kombinować z własnymi myśleniem i tego samego uczyć nasze dzieci. Kombinować, czyli dostrzegać drobne elementy tego co kochamy w całokształcie, który zupełnie nam nie odpowiada. Ciężko odnaleźć się schemacie, który został skonstruowany dla wszystkich. Na szczęście indywidualność leży w naszych rękach i dobrze tę świadomość kształtować wśród najmłodszych.

 

 

 

Dodaj komentarz